Podsumowanie 2008 roku.
To był bez wątpienia trudny rok…na moje ramiona zwaliło się więcej niż mogłam zdołać unieść…
Nowy rok tradycyjnie przywitałam na pogotowiu hihihi, tym razem odezwały się kamienie w lewej nerce. Dlaczego tradycyjnie? A no dlatego, że dwa lata temu nowy rok również spędziłam na pogotowiu z atakiem woreczka żółciowego, jak się okazało dostałam żółtaczki bo kamienie zatkały przewody żółciowe i żółć zaczęła się cofać do trzustki. W efekcie ponad miesiąc spędziłam w szpitalu, najpierw przepłukali mi przewody żółciowe a potem usunęli woreczek.
Rok później jak już pisałam dostałam ataku kamicy nerkowej- oj bolało jak jasny gwint…Niestety w kamicy już tak jest, że do póki kamienie same nie zajdą trzeba swoje wycierpieć, ale dostałam leki w razie ataków po prostu się skutecznie znieczulam.
Ciekawe które kamienie odezwą się tego roku? Hihihihi
Marcin się śmieje, że jakby tak uzbierać wszystkie kamienie z mojego organizmu to można by było całkiem solidną chatę postawić:-)))))))))))
Końcem kwietnia 2008 roku pojawiła się sprawa Zosi. Przeszliśmy prawdziwą gehennę, na szczęście zakończoną sukcesem, nie daliśmy się zwieść opinii najbliższych, że Zośka na pewno jest zdrowa, że rozwija się troszkę wolniej, a my nie potrzebnie robimy tylko zamieszanie wokół niej robiąc z dziecka wariata. Tak sobie myślę, że gdybyśmy odpowiednio nie zareagowali, Zosia na dzień dzisiejszy pewnie by siedziała w koncie i waliła głową w ścianę:-((( Przykre ale prawdziwe.
No ale to nie koniec naszych przykrych doświadczeń tego roku. W lipcu sąsiedzi zafundowali nam potop. Pękła im rura pod wanną z gorącą wodą. Zalali nas dokumentnie. Ponieważ w całym mieszkaniu mieliśmy podwieszane sufity, a na ścianach płyty gipsowe z wypełnieniem z wełny mineralnej, trzeba było drzeć ściany i sufity do betonu…podłogi też trzeba było wymienić bo panele tak zamokły że stanęły dęba. Niestety ani my ani sąsiedzi nie byli ubezpieczeni. Co prawda częściowo zwrócili nam koszty remontu, ale to nie zmienia faktu, że spłukaliśmy się do grosza i trzeba było wziąć kredyt by nie mieszkać jak w slamsie.
We wrześniu Zosia została zdiagnozowana:-( Trochę trwało za nim pogodziliśmy się z chorobą.
Choroba Zosi odmieniła nasze życie totalnie wywracając je do góry nogami….
Ten rok jednak nie był taki zły…
Spotkaliśmy na swojej drodze tak wielu życzliwych ludzi. Tak wiele osób otworzyło swoje serduszka dla Zosi….
W tym miejscu chcielibyśmy wszystkim bardzo serdecznie podziękować za to, że pomogliście nam przebrnąć przez ten cały rok. Byliście zawsze z nami gdy tego potrzebowaliśmy.
Życzymy Wam wszystkiego co najlepsze w nowym nadchodzącym 2009 roku.
Mamy nadzieję, że przyszły rok będzie lepszy, że nadal będziecie razem z nami i naszą Zosią.
Buziaki.
Dorota, Marcin, Olivka i nasza mała gwiazdeczka Zosieńka.













