29 grudnia 2009 by
Dorota-mama Zosi
Dzień za dniem snuje się powolutku. Odnoszę wrażenie jakby czas ostatnio nie co zwolnił.
Powoli gromadzę materiały do nauki czytania metodą Domana. Szukam jak najwięcej informacji na temat tej terapii. Do tej pory oprócz programy terapeutycznego przygotowywanego przez poradnię Prodeste, realizowaliśmy terapię metodą Schoplera, przerobiliśmy już cały program dla 5-6 latków i czas zwolnić hihihi, w końcu Zosia ma dopiero 3 latka. W miejsce tych ćwiczeń chcemy włączyć terapię Domana. Robiliśmy już pierwsze przymiarki i Zosia pojęła w lot o co chodzi, bez problemu rozpoznaje już kilka podstawowych wyrazów. Kwestie edukacyjne Zosia chwyta w mig, to jeden z niewielu pozytywnych aspektów choroby.
Zosia ma doskonałą pamięć słuchową i wzrokową daleko wykraczająca poza wiek metrykalny.
Ostatnio doszły do nas bardzo miłe wieści. Na forum polchatu odbyła się niezwykła licytacja. Mają tam zwyczaj co roku wybierać tzw “miss”, w tym roku wygrała ją dziewczyna która postanowiła przekazać nagrodę na licytację dla Zosi. Nagrodą w konkursie piękności była bardzo seksowna bielizna hihihi.
Licytację wygrał pan Arkadiusz Wesołowski z Anglii za kwotę 550 zł:-)))…
Chwilka spokoju:-) Dziewczynki tańcują w pokoju Oliweczki a ja czyham na “kule-kupę”- bo tak Zosia woła kiedy chce kupkę zrobić, wczoraj nie wyczułam momentu i kule-kupa wylądowała w majtusiach heheheh.
Oczywiście jak zwykle dziewczynki przebrały się w swoje stroje baletnic, bez tego tańców by nie było heheheh. Przed chwilą Zosia wpadła do pokoju wołając ” mamusiu pomóż mi proszę!” ( dokładnie tak czysto i wyraźnie!!!!:-)))))))) chodziło o założenie opaski z motylkiem na włosy:-) Choć Zosia ma bardzo króciutkie włosy (musieliśmy ostrzyc z uwagi na stymulacje), ciągle przybiega do mnie z gumką i każe sobie zrobić “kucika” albo wpiąć “śpinecki” hehehe, i choć kucyki są mikroskopijne to Zosia z dumą ogląda swoje kitki w lusterku:-)
Oliwcia jest świetnym motorem napędowym Zosi. Często inicjuje zabawy, które wymagają od Zosi myślenia symbolicznego i pogłębienia kompetencji społecznych:-) Wczoraj na przykład bawiły się w mamę i córeczkę. Oliwka była mamą a Zosia córeczką…przyglądałam im się z ukrycia…Zosia całkiem nieźle sobie rodziła, a Oliwka wspaniale prowadziła zabawę tak by Zosia rozumiała o co chodzi:-)
Rozdzielenie dziewczynek było bardzo dobrym pomysłem. Każda ma teraz swój pokój, swoje własne miejsce:-)
Od tygodnia Zosia wycofała sobie drzemki popołudniowe. Zasypia około 20.00 i śpi pełne 12 godzin do 8 rano:-) Tak chyba nawet jest lepiej. Kiedy spała w ciągu dnia, po przebudzeniu była rozbita i marudna, a wieczorem szła spać koło 22. Więc w sumie dobrze się stało, że już nie śpi po południami:-)
Ostatnio Zosia upodobała sobie płatki- takie do mleka- mogłaby je jeść tonami, same lub z mlekiem kozim:-)
Dziś po raz pierwszy zjadła zupę ogórkową z warzywami tartymi na grubej tarce !!!!! Huraaaaaaa!!!!
Prawie zawsze Zosia wskazuje paluszkiem rzecz której potrzebuje, a której nie potrafi nazwać:-)
To znaczny postęp w rozwoju, dzieci autystyczne mają bardzo duże problemy z używaniem palca wskazującego do określania swoim potrzeb. Wskazują całą rączką, lub po porostu krzyczą aż rodzic zgadnie czego maluch oczekuje…
No i zaś dym..muszę interweniować..heheheh…
Tym razem poszło o monety, dla Zosi to świetna zabawa (wrzucanie pieniążków do skarbonki), dla Oliwki pieniążki mają już wartość i się złości kiedy Zosia je rozrzuca po pokoju.Najgorzej idzie z dzieleniem się. I to jest właśnie bardzo dziwne. Bo kiedy Zosia coś dostaje to zawsze wyciąga drugą rączkę mówiąc “dla Oliwki!”, ale kiedy chodzi o dzielenie się atrakcyjnym przedmiotem zabawy..to siwy dym..żadna nie ustąpi..ehhhhhhhh…Staram się trzymać z boku licząc po cichu, że dziewczynki same dojdą do kompromisu. Niekiedy jednak muszę wkroczyć. Na szczęście się nie biją, a potyczki są głownie słowne hehheh krzyczy jedna przez drugą. Najlepsza jest Zosia, bo kiedy się zdenerwuje to gada jakimś suomi lub suahili hehhehe. Czasem rzuci taką wiązankę, że cieszę się że robi to w nieznanym dla mnie języku, bo pewnie by mi uszy zwiędły hihihi.
Fajne są te moje dziewczynki:-) W każdym razie nie narzekam na nudę. Dzieci mają to do siebie, że zawsze czegoś od nas chcą. Jak nie pomocy w ubraniu, to szukają kompana do zabawy, jak płaczą oczekują wsparcia i buziaka w bolące miejsce. Idą do nas z każdym problemem. Teraz jest to bardzo męczące, ale pewnie za parę lat będę do tego tęsknić. Im dziecko starsze tym jaśniej określa swoją odrębność i niezależność. Czasy się zmieniają, kultura, obyczaje, zawsze będzie nas dzieliła przepaść. Dlatego może właśnie rodzicom tak ciężko się dogadać z nastolatkami. Rodzice wychowali się w innych czasach. Mnie już przerażają dzisiejsi nastolatkowie. Mam wrażenie, że zbyt szybko dorastają a jednocześnie brak im jakichkolwiek pasji i zainteresowań…szkoda…bardzo szkoda…kiedy moje dzieci dorosną wtedy książka będzie przeżytkiem a wyjście do teatru czy na wernisaż będzie traktowane jak wyjście do muzeum prehistorycznego heheh..smutne..ale prawdziwe.
Ostatnio co raz więcej słychać o nowych teoriach autyzmu. Niektóre tylko bardziej rozwinięte od już istniejących, inne zupełnie z innej bajki. Ostatnio trafiłam na pewien artykuł w którym autyzm powiązany jest z życiem duchowym dziecka. Podobno bardzo wiele dzieci z autyzmem jest zwyczajnie nawiedzona przez złego ducha, który karmiąc się energią dziecka nie pozwala mu na normalne życie i rozwój. Odbywa się swoista walka wewnętrzna między dobrem (naturalnie wpisanym w życie dzieci) a złem jakie przynosi ze sobą obcy “byt”. To całkiem prawdopodobne. Bo dlaczego w wynikach badań nie wychodzi nic szczególnego, czasem wręcz wyniki są wzorowe, a zachowanie dziecka i rozwój wskazuje na to, że dziecko ma poważnie uszkodzony układ neurologiczny. Co ja o tym sądzę? Jak już kiedyś o tym pisałam takie teorię są mi szczególnie bliskie z uwagi na moje wyznanie. Dalej twierdzę, że autyzm Zosi ma podłoże karmiczne- efekt poprzedniego wcielenia, kto wie może nawet kilku poprzednich wcieleń.Tylko od niej zależy czy i kiedy będzie gotowa przełamać strach i lęk przed światem. Jedyne co możemy zrobić, to wspierać ją, a poprzez edukację i terapię pomagać w zmaganiu się z zaburzeniami rozwojowymi.
Czy Zosia jest opętana przez obcy byt? Na szczęście nie:-) To była jedna z pierwszych rzeczy jakie sprawdziliśmy po otrzymaniu diagnozy. Pomógł nam w tym przyjaciel rodziny- inicjowany buddysta, który został obdarzony niezwykłym darem widzenia tego czego zwyczajni ludzie nie widzą i nie słyszą.
Pewnie zapytacie skąd takie zaufanie do takiej tezy? Podobnemu zabiegowi sama się poddałam z uwagi na własne problemy emocjonalne. Po przeszło 30 latach poczułam jakby ktoś zdjął 100 kg głaz z moich ramion.
Usłyszałam rzeczy o których wiedziałam tylko ja- epizody z mojego dzieciństwa, które w bardzo istotny sposób wpłynęły na moje całe dorosłe życie.
Zosia po pierwszym zabiegu, odmieniła się zupełnie. Była taka cicha i spokojna. Najciekawsze było to, że ponad rok temu Zosia była na etapie, kiedy nie pozwalała się dotykać nawet mnie. Bez najmniejszych oporów pozwalała się dotykać Pawłowi- osobie która pracowała nad stroną “duchową” Zosi. Sama obecność Pawła sprawiała, że Zosia była tak spokojna i szczęśliwa, tak jakby spotkała w końcu kogoś kto ją rozumie, kto potrafi odczuwać tak jak ona.
Długo by pisać co usłyszeliśmy po spotkaniu Pawła z Zosią w sferze astralnej. Nie mniej dostałam wszystkie odpowiedzi dotyczące choroby Zosi. Wyjaśniła się przyczyna strachu przed dotykiem i kontaktem fizycznym. Usłyszeliśmy również coś, co dodało nam wiele otuchy i nadziei. Zosia była wtedy na etapie ważnych decyzji, stała u progu by do nas wrócić- może dlatego tak ruszyła z kopyta:-) Nie mniej ciągle jest na pograniczu dwóch światów- swojego własnego i naszego. Silne bodźce zewnętrzne nadal wywołują u Zosi strach i panikę. Nie mniej małym kroczkami zmierza do celu a to chyba jest najważniejsze.
Ktoś pewnie powie, że zupełnie postradałam zmysły. Osobiście doświadczyłam wiele paranormalnych zjawisk,skoro istnieje dobro musi być dla równowagi i zło. Wiem, że wiele osób nie wierzy w duchy, obce byty, zjawiska niewytłumaczalne. Proszę mi jednak wierzyć, że pogląd na wiele rzeczy diametralnie potrafi się zmienić, zwłaszcza kiedy osobiście uczestniczmy w czymś co nas przeraża bo nie da się tego w żaden racjonalny sposób wyjaśnić.Sama kiedyś była “niedowiarkiem”, jednak we wczesnej młodość doświadczyłam czegoś tak przerażającego, że przez wiele miesięcy wracałam do “siebie”. To dało mi wiele do myślenia…
…Każdego dnia napotykamy rzeczy niezwykłe, czasem mam wrażenie jakby jakiś dobry Anioł nad nami czuwał.
Nad moją rodziną na pewno czuwa. Bywało różnie, ale odkąd Zosia zachorowała doświadczyliśmy tyle dobroci i życzliwości innych ludzi- często zupełnie nam obcych.Odnowiły się znajomości z lat mojej młodości. Odezwała się nawet moja przyjaciółka z lat młodości- nie widziałyśmy się ponad 15 lat. Dziś Adriana ma już synka, wyszła za mąż i mieszka w Holandii…choroba Zosi po raz kolejny skrzyżowała nasze ścieżki życia:-) Tak wiele się zmieniło w przeciągu ostatniego roku. Zosia sprawiła i sprawia na prawdę cuda:-)
W małżeństwie też bywało różnie, nigdy jednak nie byliśmy sobie równie bliscy jak teraz. Większość małżeństw przechodzi poważne kryzysy kiedy dziecko zaczyna chorować. Większość moich znajomych- autystycznych mam- wychowuje swoje dzieci same, bo problem autyzmu przerósł ich partnerów życiowych.
Po części jestem skłonna zrozumieć ich postępowanie. W autyzmie najgorsze są pytania: “dlaczego my?”, “dlaczego nasze dziecko?”, “jak pomóc naszemu dziecku?”, “czy kiedykolwiek nasze dziecko będzie normalne, czy wyzdrowieje?”. Byłam tą szczęściarą,że bardzo szybko dostałam odpowiedzi na wszystkie pytania.
Jestem świadoma niedoskonałości Zosi w klinicznym tego słowa znaczeniu. Choroba Zosi pokazał mi jednak, że jest ona dzieckiem niezwykłym i niesamowitym. Zrozumiałam, że nasze maluchy więcej widzą i znacznie więcej rozumieją niż nam się wydaje, a Zosia jest na to żywym dowodem. Problem polega na tym, że Zosia nie potrafi wyrażać emocji we właściwi sposób. Nie potrafi, albo nie chce. Myślę jednak, że to drugie.Nie jest widocznie jeszcze na to gotowa.
Czego pragnę?
Pragnę tylko jednego, by kiedyś, choć na chwilę, Zosia pozwoliła mi wejść do swojego autystycznego świata, by pozwoliła mi poczuć to co ona odczuwa, by pozwoliła mi przez moment spojrzeć swoimi oczyma.
Czy nadal wierzę w cuda?
Oczywiście, cudem jest moja Zosia, moja starsza zdrowa córeczka Oliweczka- to są cuda największe na świecie. Cudów doświadczam w każdej sekundzie swojego życia. Cudem jest każde, nawet przelotne spojrzenie Zosi w moją stronę, cudem jest każde wypowiedziane słowo “mamusiu”, cudem jest każdy kolejny dzień, który uczy mnie pokory do życia i samej siebie.
Życzę Wam kochani, abyście potrafili dostrzec w swoim życiu cuda, które dzieją się nieustannie, czasem tylko wystarczy się na moment zatrzymać, wsłuchać w śpiew ptaków, poczuć zapach powietrza, popatrzeć na bezkres nieba:-)