Badania genetyczne drzwiami do aborcji???
Ostatnio pojawiły się pewne spekulacje na temat badań genetycznych nad patogenezą autyzmu prowadzonych przez profesor Majewską. Sprawa dość mocno kontrowersyjna zwłaszcza dla “ruchu ochrony życia poczętego”.
Ludzie poszukują związków pomiędzy odkryciem genu odpowiadającego za autyzm a aborcją. Wszystko to zmierza w bardzo złym kierunku, bo założeniem nie jest przerywanie ciąży a określenie stopnia ryzyka wystąpienia całościowych zaburzeń rozwoju. Zawsze marzyłam o trójce dzieci, jednak z uwagi na liczne doniesienia związku autyzmu z genetycznymi zaburzeniami, trzecie dziecko stanęło pod znakiem zapytania. Dla mnie wyniki badań genetycznych nad przyczynami autyzmu są szansą dla wielu rodzin, które chciałby mieć kolejne dzieci, lecz obawa przed kolejnym chorym dzieckiem często powoduje, że rezygnują z kolejnego potomstwa.
Jeśli w końcu uda się znaleźć gen odpowiedzialny za autyzm, wówczas można by móc stwierdzić prawdopodobieństwa wystąpienia autyzmu u kolejnych dzieci. Gdybym taką wiedzę miała już dziś, na pewno w przypadku stwierdzenia obciążenia genetycznego chcąc mieć jeszcze jedno dziecko, zdecydowałabym się na adopcję. Chcę nieco uściślić, nie chodzi o traktowanie chorego dziecka jako tego gorszego, nie mniej mając świadomość jak wiele czasu pochłania opieka nad chorym dzieckiem trzeba mierzyć siły na zamiary. Generalnie jestem przeciwniczką aborcji, choć uważam że są uzasadnione przypadki w których to kobieta powinna decydować czy chce urodzić dziecko czy też nie. Ostatnio trafiłam na stronę pewnego 14 letniego chłopca. Urodził się z przepukliną oponowo-rdzeniową, doszło do porażania mózgowego i wiele innych sprzężonych zaburzeń. Chłopiec ma uszkodzone nerki,wrodzoną wadę serce, karmiony jest przez sondę, cierpi na bezdech, więc w zasadzie całą dobę jest podłączony do tlenu. Jego mama już w 4 miesiącu ciąży na podstawie badań przesiewowych wiedziała, że jej dziecko urodzi się chore, że nigdy nie będzie chodzić, że nigdy nie będzie samodzielnie jeść, że nigdy nie załatwi potrzeb fizjologicznych do nocniczka, gdyż jest na stałe podłączony do cewnika i niestety wypróżnia się do pieluchy. Matka bardzo kocha chłopca, choć jest totalnie wyczerpana, bo dzieckiem zajmuje się sama (tatusia problem przerósł), w chwilach słabości zadaje sobie pytanie, dlaczego nikt nie dał jej prawa wyboru??? Myślę, że w takich właśnie przypadkach każda kobieta powinna mieć prawo wyboru, nawet jeśli sama ciąża nie stanowi dla niej zagrożenia życia lub zdrowia.Jest cała masa chorób nieuleczalnych, gdzie osoba chora po prostu tylko wegetuje, a maszyny i urządzenia medyczne żyją tak naprawdę za niego. Pewnie ktoś zada pytanie, czemu ciężko chorzy nie mają prawa głosu? Czy ktoś przy zdrowych zmysłach, chciałby tak wegetować? Liczyć na cud? Czemu coraz częściej mówi się o eutanazji na życzenie…i czemu odmawia się ciężko chorym i cierpiącym niewyobrażalne męki godnej śmierci? Wszystko przez pryzmat ochrony życia? Za wszelką cenę? Gdyby jeszcze istniały instytucje w Polsce, które zapewniały by ciężko chorym właściwą opiekę medyczną, jakieś całodobowe hospicja, a u nas albo nie ma takich miejsc, a jak już są to chorzy żyją w warunkach gorszych niż zwierzęta. Są też wspaniałe ośrodki prywatne, ale kogo na nie stać? Może mamę chłopca o który pisałam wcześniej, która dostaje świadczenie pielęgnacyjne, zasiłek pielęgnacyjny i zasiłek rodzinny….wszystkiego razem około 700 zł? Czasem dziękuję opatrzności, że Zosia ma TYLKO AUTYZM…

