Dziura…
Wczoraj mieliśmy małą naradę rodzinną. Musieliśmy zaplanować co dalej. Podsumowaliśmy wszystkie wydatki oraz nasze dochody. Sytuacja niestety nie jest ciekawa. W związku z tym, że skorzystaliśmy z ulgi prorodzinnej, która według przepisów stanowi dodatkowy dochód, od września tracę zasiłek rodzinny i dodatek na rehabilitację i kształcenie osoby niepełnosprawnej. To pociąga za sobą dalsze konsekwencje, bo tracąc zasiłek rodzinny tracę również prawo do 50% zniżki za przedszkole. Dochody od września znacznie nam się uszczuplą, a wydatków przybywa.W związku ze zwiększoną ilością godzin SUO odpłatność wzrośnie o 100%. Tak jak już pisałam, Zosia do przedszkola będzie chodzić tylko na 4 godziny, bo na więcej nas nie będzie stać. Co prawda samo przedszkole z uwagi na potrzebę kształcenia specjalnego ma za darmo, ale trzeba zapłacić ok. 100 zł za posiłki i 600 zł za asystenta, do tego za Oliwkę ok. 300 zł, więc samo przedszkole od września to wydatek rzędu 1000 zł.
Sprawy się skomplikowały, bo nasza terapeutka z uwagi na fakt że na dzień dzisiejszy nie mogę jej zapewnić pracy od września, znalazła pracę w świetlicy środowiskowej. Muszę się zadeklarować do końca czerwca, czy Ola ma u nas pracę czy nie. No i niestety wszystko wskazuje na to, że Zosia zostanie bez terapeutki. Nie sądzę, by do końca czerwca sytuacja finansowa na tyle się poprawiła, bym mogła Oli zapewnić pracę przynajmniej na 2-3 miesiące, do czasu, kiedy zostanie zaksięgowany 1% podatku. Na ten cel potrzebujemy 6000 zł, niby niewiele ale dla nas to nieosiągalna kwota.
Nie ma innego wyjścia muszę wrócić do pracy, żeby starczyło na życie. Wszystko wskazuje na to, że od września będziemy musieli zawiesić terapię Zosi. Tak czy siak musimy zatrudnić od września opiekunkę do Zosi, która będzie ją odbierała z przedszkola o 12.00 i zajmowała się nie do czasu naszego powrotu do domu z pracy. Przy Oliwce pomoże nam babcia, więc przynajmniej jeden problem odpadnie.
Doszliśmy do wniosku, że głową muru nie rozbijemy, a żeby móc dalej leczyć Zosię musielibyśmy wziąć kredyt, którego już żaden bank nam nie da, bo spłacamy już 3 kredyty. Poza tym trzeba mieć z czego spłacać kredyt. Po opłaceniu wszystkich rachunków, opłaceniu SUO i opiekunki do Zosi w budżecie domowym zostanie nam ok 500 zł, za które będzie trzeba jakoś przeżyć cały miesiąc.
Do terapii wrócimy jak tylko będziemy mieć środki finansowe z 1% podatku. Najbardziej mi szkoda, że stracimy tak wspaniałego fachowca jakim jest Ola. Ola bardzo jest zaangażowana w terapię z Zosią. Właśnie kończy studia z pedagogiki specjalnej a od września zaczyna 2 letni kurs na asystenta osoby niepełnosprawnej, wszystko pod kątem naszej Zosi, by wyrobić się przed pójściem Zosi do szkoły, tak by Ola mogła chodzić z Zosią do szkoły w ramach asystenta osoby niepełnosprawnej. To dawało by Zosi szansę, na szkołę masową lub integracyjną. Ola pracuje z Zosią już prawie 1,5 roku i Zosia ją bardzo lubi. Niestety wszystko póki co się sypie i wali na łeb.W zeszłym roku było podobnie, ten okres jest najgorszy, bo kończą się pieniądze uzbierane z podatku za 2008 rok, a za te za 2009 będą dopiero w listopadzie i powstaje kilkumiesięczna dziura budżetowa. Dzięki systematycznym wpłatom od kilku osób, możemy Zosi na bieżąco kupować leki i enzymy trawienne, chwała bogu, że na to wystarcza, bo była bym masakra.

