Lecznie homeopatyczne Zosi

Lekarzem prowadzącym leczenie homeopatyczne Zosi jest dr. Katarzyna Bross-Walderdorff absolwentka studiów medycznych w Monachium. Bezpośrednio po odbyciu stażu i zakończeniu pracy doktorskiej zajęła się poszukiwaniem takiej formuły pracy w medycynie, która odpowiadałaby jej ambicjom, oczekiwaniom, dawałaby satysfakcję i poczucie sensu wykonywanej pracy: wszystko to udało się odnaleźć w klasycznej homeopatii.
Pierwszymi nauczycielami homeopatii byli dla niej doktor Robert Zawiślak z Krakowa oraz doktor Michael Barthel z Monachium. Później odbyła kursy w Poznaniu prowadzone przez doktora Andrzeja Dymka, doktora Konrada Mencharda, doktor Ewę i doktora Wojciecha Wików, doktora Alfonsa Geukensa, aż wreszcie zaczęła wielką, fascynującą podróż w głąb świata homeopatii z obecnym nieocenionym nauczycielem doktorem Mohinderem Singh Jusem. W 1999 roku dr Bross-Walderdorff otrzymala 2-letnie stypendium w prowadzonej przez doktora Jusa w Szwajcarii szkole klasycznej homeopatii SHI-Homoeopathieschule i po jej ukończeniu, w październiku 2001 roku ponownie otworzyła praktykę lekarską w Bielsku-Białej.
W latach 2003-2005 dr Bross-Walderdorff prowadziła wykłady z homeopatii dla lekarzy i farmaceutów w ramach działalności Homeopatii Klasycznej, jak również dla Centrum Szkolenia Podyplomowego Lekarzy przy Uniwersytecie Jagiellońskim.

Wizyta pierwsza – 25 listopada 2008 rok.

Pierwszą wizytę mieliśmy 25 listopada 2008 roku. Przez prawie 1,5 godziny doktór wypytywała nas o wszystkie szczegóły z życia Zosi. Czy jest na diecie, czy i jakie są stymulacje, z czym mamy problemy, a kończąc na tym  czy się poci? jak się poci (zapach), jakie robi kupki, jak często- generalnie rzecz ujmując przetrzepała nas dokumentnie:-)
Na koniec przekazała nam cenne informacje o samej homeopatii, jak działa, jakie są zastosowania itd.
Wymaszerowaliśmy z gabinetu z 6 kuleczkami- Sulfur 1000.

Przed pójściem spać Zosia dostała kuleczki w/g wskazówek dr. Bross.
Następnego dnia rano Zosia obudziła się z bardzo wysoką gorączką, po 24 h pojawił się ostry kaszel, z nosa leciały jej jakieś żółto-brązowe glutki, a cała twarz był wysypana liszajami. Przeraźiłam się, ale na  forum doczytałam że tak może być podczas odtruwania.
Po tygodniu od podania kulek, powróciła nadpobudliwość ruchowa, Zośka nie biegała tylko fruwała, do tego stymulacje których już nie było lub występowały sporadycznie.
Taka szajba była przez 2-3 tygodnie. Potem z każdym dniem niepokojące objawy zaczęły ustępować, a w ich miejsce zaczęły pojawiać się pierwsze słowa.
Po kolejnym tygodniu Zosia zaczęła powtarzać w zasadzie wszystkie wyrazy na żądanie, pojawiły się też pierwsze zdania : “daj pić”, “daj am”, “daj parówke”, “daj banana”.
Wszystko działo się lawinowo.

Wizyta druga – 6 stycznia 2009 rok.

6 stycznia 2009 roku- byliśmy na kolejnej wizycie u dr. Bross, była zachwycona postępami Zosi. I od razu nam wyjaśniła, że to nie jest tak że Zosia w ciągu 3 tygodni nauczyła się tylu słów i zwrotów, tą wiedzę magazynowała w główce od zawsze, słuchała i kodowała, a lek który dostała od dr. Bross odblokował to co było zaburzone.
Wszystkie niepokojące mnie objawy (wysypki, katar, gorączka) okazały się mega super objawem, bo to znak że lek został dobrze dobrany.
Pani Bross leczy obecnie ok 60 autystycznych dzieci- wykorzystała w leczeniu ok 20 preparatów, bo każde dziecko jest inne, w przypadku Zosi to był strzał w dziesiątkę, bo od razu trafiła z lekiem najbardziej odpowiadającym dla niej:-))))

Przy okazji sięgnęłyśmy też nieco dalej:-) Do terapii i metod leczenia autyzmu. Pani doktór  jakby otworzyła mi oczy! Potwierdziło się to co przypuszczałam, że gdybym za odtruwanie wzięła się od początku choroby, to obyło by się bez drastycznych metod behawioralnych i od razu można było by się skupić na SI i zajęciach rewalidacyjnych:-)
Dr. Bross dała nam też cenne wskazówki jak nie dać się zwariować, jak nie pozwolić by Zosia “nie weszła nam na głowę”, jak stworzyć normalną kochającą się rodzinę, tak by choroba dziecka nie rzucała cienia na każdy aspekt naszego życia.
Kiedy dziś od niej wychodziłam miałam ochotę ją przytulić i pocałować!
Po raz pierwszy ktoś w końcu pomyślał o nas – O RODZICACH- naszych problemach, utrapieniach, chorobliwym braku czasu itd.
Wielu rodziców nie podoba się podejście dr. Bross bo uważają że za bardzo wnika w życie rodziny. Ale prawda jest taka ze kiedy dziecko choruje, to choruje cała rodzina, a to właśnie rodzina musi być silna i dawać wsparcie dziecku. Jak dziecko ma się prawidłowo rozwijać ( nawet to autystyczne) kiedy jego rodzina gnije od środka?

Dostaliśmy kolejnych 6 kulek tym razem Sulfur 300- lek ten sam ale o mniejszej potencji, by kontynuować pozytywne efekty leczenia siarką:-)))

Mój mąż teraz chodzi i się śmieje, że jak zakończymy odtruwanie Zosia nie będzie się przedstawiała: ” cześć mam na imię Zosia” tylko ” cześć mów mi siara” heheheh

No jeszcze uwaga odnośnie podania 2 dawki sulfuru 6 stycznia 2009 roku.
Choć dawka była 3 razy mniejsza od pierwszej i doktór uprzedzała, że efekty mogą nie być już tak spektakularne, to przebieg jest taki sam jak po pierwszej dawce.
Zosia ma stan podgorączkowy od 4 dni, wysypki, z nosa się leje ciurkiem i kaszle jak gruźlik.
Wczoraj ( w sobotę) pojechaliśmy na konsulatcjię do dr. Bross- bo ten kaszel był paskudny.
Dr. Bross osłuchała Zosię i przebadała ( jest też pediatrą), i na szczęcie ten kaszel to spływający do gardła śluz z noska, więc wszystko jest ok:-)

Dr. Bross sama jest pod wielkim wrażeniem, że Zosi organizm tak fajnie reaguje na homeopatię. Na to na pewno duży wpływ ma wiek Zosi, pierwszą dawkę leku dostała jak miała 2 latka i 3 miesiące, a wiadomo im dziecko mniejsze tym lepsze efekty.

Wizyta trzecia – 27 lutego 2009 rok.

Dziś mija 2 doba po podaniu trzeciej dawki sulfuru o potencji 1000.
Tradycyjnie wystąpiły:
-gorączka
-nadpobudliwość
-płaczliwość
-”głupawki”

Dwa tygodnie po podaniu kulek Zosia była bardzo płaczliwa i pobudzona, nie mogła sobie znaleźć miejsca w domu…

Wieczorem dostała gorączki prawie 40 stopni, do tego kaszel i katar, potem wysypka na kolanach, nadgarstkach, przedramionach, w kolorze czerwonym z białymi środkami.

Podejrzewałam, że to ospa wietrzna, ale następnego dnia o świcie wszystkie objawy zniknęły włącznie z wysypką.

Zosia jest bardzo wesolutka, cały dzień się pięknie bawi w swoim pokoiku.

A z nowości? Przyniosła mi książeczkę, położyła na moich kolanach, po czym pokazywała co widzi na obrazkach i nazywała je: krowa, kura, koń, świnka, pies, kot – pełen sponton w działaniu!!!!!

Leczenie homeopatyczne zakończyliśmy sukcesem w marcu 2009 roku:-)

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.